Przeskocz do treści

George Orwell „Rok 1984”

Wrzesień 30, 2011

     Czy uważasz, że czasy totalitaryzmu minęły? Czy myślisz, że zniewolenie obywateli należy już tylko do przeszłości? Jeśli tak, to właśnie Ty powinieneś/powinnaś przeczytać zawsze aktualną powieść George’a Orwella Rok 1984.

Ta swoista antyutopia zdaje się być niestety ciągle na czasie. Na pierwszy rzut oka wszystko jest w niej przejaskrawione, jednak po chwili zadumy można dostrzec wiele współczesnych zagrożeń dla wolności jednostki. Za przykład podajmy chociażby wszechobecne teleekrany, które mieszczą się w każdym domu członków partii (zarówno funkcjonariuszy wyższego szczebla, jak i niższego), a także na ulicach czy w miejscach pracy – nie wyłączając stołówek. Kojarzyć może się nam to tylko z jednym – współczesnymi kamerami miejskimi, które otaczają mieszkańców miast na każdym kroku. I choć przykład jest na pewno zbyt rażący, to czy jeszcze 10 lat temu bylibyśmy w stanie pomyśleć o tym, że kamery będą straszyć z każdego kąta bloku czy innego budynku? Monitoring, tłumaczony niegdyś jako pewnik bezpieczeństwa mieszkańców, dziś podciągnięty jest do granic szaleństwa. Dziś podgląda się mieszkańców wchodzących do własnych klatek schodowych, czy po prostu postronnych przechodniów. Kto wie, może za niedługo nakazem będzie posiadanie w domu orwellowskiego teleekranu… Teleekrany kojarzyć się nam mogą także ze współczesnymi telewizorami, które co prawda nie mają zdolności „podglądania”, ale na pewno kreują poglądy wielu ludzi. Nie bez przyczyny media nazywa się czwartą władzą, a czasem nawet pierwszą. Na tego rodzaju sterowność są narażone szczególnie osoby bez wyraźnego światopoglądu, które gotowe są ślepo wierzyć w słowa tzw. autorytetów. Orwellowskie społeczeństwo bez właściwego zasobu wiedzy i sterowane przez media głównego nurtu – czy aby na pewno tylko literacka fikcja?

Warto przyjrzeć się także opisanej w książce nowomowie. W Oceanii Ministerstwo Pokoju zajmowało się wojną, Ministerstwo Miłości – torturami, Ministerstwo Prawdy – fałszowaniem itd. Była to więc swoista obłuda i manipulacja. Spójrzmy zatem na współczesne działanie władzy, np. w sferze tak zwanego bezpieczeństwa w Internecie. Ówczesne władze niejednokrotnie ograniczają wolność wypowiedzi w sieci, tłumacząc to paradoksalnie – służeniem naszemu bezpieczeństwu. (sic!) Nic tylko dziękować wszechwiedzącej władzy za dbałość o nasze bezpieczeństwo. Gdyby nie to, na pewno czytając wszelkie „niepoprawne politycznie brednie” wyrządzilibyśmy sobie krzywdę. Przecież lepiej od razu usunąć niewygodne treści, żeby przypadkiem nikt nie zastanowił się nad nimi i co gorsze, nie zaakceptował. Swoją drogą, właśnie chcąc podeprzeć się konkretnym przykładem przy pisaniu tej recenzji, podjęto próbę obejrzenia po raz kolejny filmiku na YouTube, w którym premier D. Tusk, posługując się nowomową uzasadniał swoje pomysły na ograniczanie swobody w Internecie. Niestety, film pt. „Cenzura Internetu w Polsce” jest już niedostępny. Tym sposobem nie trzeba już nic dodawać w kwestii cenzury w Internecie i mydlenia oczu przez władzę.

Bardzo ciekawe w powieści Rok 1984 jest działanie Departamentu Prawdy. Dochodzi tam do notorycznych fałszerstw przeszłości w imię hasła „historię piszą wybrani”. Czy to przypadkiem nie przypomina niegdysiejszej afery hazardowej? Odkręcania sprawy tak, aby winę skupić nie na tym, na kim naprawdę należało? Rozwiązywanie afery wywołanej przez własne ugrupowanie było na pewno o wiele prostsze, niż gdyby zajęły się tym osoby niezwiązane z partią rządzącą.

Natomiast praca głównego bohatera w Ministerstwie Prawdy przypomina pracę współczesnych dziennikarzy, którzy także dostają wytyczne od swych szefów, jak należy podejść do pewnych tematów oraz które najlepiej w ogóle podejmować.

Niestety, ale analogi ze współczesnością możemy doszukać się w dziele Orwella bardzo wiele, co tylko potwierdza nieprzemijalną aktualność Roku 1984. Kolejny przykład: w życiu „obywatelskim” społeczeństwa stworzonego przez Orwella pojawia się wątek daniny na rzecz Partii, nazywanej dobrowolnymi składkami. Oczywiście ta dobrowolność była złudna, gdyż wiadome było, że składki te są obligatoryjne. Czyż nie przypomina to naszych podatków, które każdy obywatel musi płacić pod groźbą kary, bez względu na to czy mu się to podoba, czy nie?

Przeczytajcie więc, być może kolejny raz (po kilku latach człowiek więcej rozumie), nieśmiertelną książkę G. Orwella. Na pewno znajdzie się w niej jeszcze więcej analogii do naszej współczesnej demokratycznej :) Polski.

Możliwość komentowania jest wyłączona.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.