Geneza Poznańskiego Czerwca 1956 r.
Artykuł o Poznańskim Czerwcu ’56 jest obszerną i wnikliwą analizą przyczyn wystąpień robotniczych w Poznaniu, które stanowiły pierwszy taki bunt w PRL-u przeciwko władzy komunistycznej. W tym roku obchodzimy 55 rocznicę tych wydarzeń. Artykuł został napisany przez A.C. z Aktywu Świętokrzyskiego. Został on opublikowany w numerze 2 „Kuriera Informacyjnego”, który jest pismem Opcji Społeczno-Narodowej.
W niniejszej pracy skupimy się na wydarzeniach, które wpłynęły na decyzję robotników i mieszkańców Poznania dotyczącą wyjścia na ulice i jawnego buntu przeciw władzy komunistycznej. Wydarzenia czerwcowe w Poznaniu 1956 r. były pierwszym w PRL-u masowym sprzeciwem wobec zatrważających warunków bytowych oraz władzy, która po wojnie obiecywała nie tylko pokój, ale także odbudowę kraju. Zamiast umożliwienia ludności godnego życia, rządzący poczęli wprowadzać w życie radziecki wzorzec socjalizmu, co stało się początkiem problemów pracowników Poznania.
Sytuacja była ciężka nie tylko na szczeblu gospodarczym. Stosunki między Kościołem a władzą także budziły niepokój. 9 lutego 1953 r. uchwalony został dekret Rady Państwa o obsadzaniu stanowisk duchownych. (1) Po proteście Episkopatu nastąpił proces biskupa Czesława Kaczmarka, który skazany został na dwunastoletnie więzienie za m.in. próbę obalenia przemocą PRL. 26 września nastąpiło apogeum walki między władzą a Kościołem – internowano prymasa Polski Stefana Wyszyńskiego. Jednakże sytuacja poczęła poprawiać się od 1954 r. Wtedy to nastąpiła „odwilż” zarówno w polityce, jak i kulturze. Sekretarz generalny Bolesław Bierut skrytykował swoje działania w okresie stalinowskim, a oprócz tego pojawiły się także słowa krytyki w stosunku do kierownictwa partii. Oskarżano ją o „łamanie praworządności” w kraju. Natomiast jeżeli chodzi o kulturę, to zapoczątkowano odchodzenie od socrealizmu. Widoczne to było szczególnie w prasie, gdzie można było ujrzeć artykuły o kulturze zachodniej, natomiast w kinach wyświetlano zachodnie filmy.
„Odwilż” ta spowodowała szybkie zmiany społeczno-polityczne. Społeczeństwo zaczęło krytycznie patrzeć na system stalinowski oraz bieżącą politykę PZPR. Poczęła potęgować się frustracja spowodowana pogarszającą się sytuacją gospodarczą. Plan 6-letni nie przyniósł korzyści, a warunki życia ludności znacznie się pogorszyły. W lutym 1956 r. miało miejsce wydarzenie, które przyspieszyło zmiany w Polsce. Był nim XX Zjazd KPZR, na którym Nikita Chruszczow wygłosił referat „o kulcie jednostki i jego następstwach”. Ujawniono zbrodnie stalinizmu oraz zezwolono krajom radzieckim na realizację socjalizmu według własnych metod. 12 marca 1956 r. w Moskwie zmarł Bierut, a partia umiejętnie zrzuciła z siebie odpowiedzialność za stalinizm w Polsce, obarczając za to zmarłego I sekretarza KC PZPR. Kolejnym sekretarzem został Edward Ochab.
Władza nie była w stanie zreformować swojego podejścia do polityki gospodarczej i społecznej, więc otwarty sprzeciw wobec rządzących był jedynie kwestią czasu. Już na początku 1956 r. poprzez niedostatek węgla doszło do strajku w Gorzowie Wielkopolskim, a w Chodakowie doszło do protestu w Zakładach Włókien Sztucznych, gdzie interweniowała MO.
Jeśli chodzi o ustabilizowanie sytuacji gospodarczej i zbudowania podstaw ustroju socjalistycznego miał służyć temu celowi plan 6-letni, wprowadzany w życie od 1950 r. Miał on sprawić, iż Polska miała zmienić się w kraj rozwinięty. Warunki życia ludzi miały także ulec polepszeniu nawet o 60%.
Ostatecznie plan 6-letni nie przyniósł Wielkopolsce korzyści, gdyż teren ten partia potraktowała tendencyjnie zakładając, iż jest on rozwinięty gospodarczo. Z tego względu przeznaczono w tym województwie na inwestycje tylko 4,9% nakładów ogólnopolskich (3), nie biorąc pod uwagę ani powierzchni, ani ludności. Jeśli chodzi o wzrost zatrudnienia, tutaj także Wielkopolska nie zyskała – tylko 3% miejsc pracy. (4) Rolnictwo chłopskie, które na terenie Wielkopolski miało silną pozycje (71% użytków rolnych), było obciążone podatkami oraz obowiązkowymi dostawami. Represje nasiliły się w 1951 i 1952 r., kiedy w wyniku obowiązkowego skupu zboża i ziemniaków, a także trzody chlewnej i mleka narzucono im dwukrotnie większy obowiązek dostaw, niż udział powierzchni województwa w powierzchni kraju. (5) Taka polityka nie mogła uczynić nic, jak tylko braki żywności w Poznaniu. Tak też się stało.
„Problem” Wielkopolski polegał także na tym, iż był to region z tradycjami narodowymi, katolickimi i demokratycznymi. Jeśli chodzi o komunizm, na tych ziemiach ruch ten był bardzo słaby. Dlatego po wojnie władzę poczęli sprawować ludzie spoza Wielkopolski, nie mający z tym regionem nic wspólnego i nie znający istniejących tu tradycji i warunków politycznych.
Przeszłość tego regionu stała się powodem wielkiej eksploatacji mieszkańców Poznania w okresie realizacji planu 6-letniego. Miasto traciło wiele z powodu opierania się ciągle władz na stereotypie bogactwa tego terenu. I tak jako jedno z największych miast Poznań otrzymał najniższe środki przeznaczone na rozwój infrastruktury.
Brak inwestycji odbił się na poziomie życia mieszkańców miasta. Szczególnie widoczny był niedostatek mieszkań, które początkowo według planu sześcioletniego budowano jedynie po kilkaset rocznie. Był to szczególnie duży problem, ponieważ poznaniaków przybyło o 60 tys. Deficyt mieszkań powiększył się więc o 22 tysiące. (6) Aby rozwiązać tę sytuację władze posuwały się do absurdalnych rozwiązań zagęszczania izb. I tak postanowiono w jednym mieszkaniu osadzać kilka rodzin. Doszło do tego, że w Poznaniu w 1950 r. na jedno mieszkanie przypadało 1,7 rodziny. (7)
Do tych absurdów należy zaliczyć kolejne – problemy z wodą w wodociągach oraz siecią gazową. Mieszkańcy nie dostąpili „łaski” korzystania z udogodnień cywilizacyjnych. Jeśli chodzi o żywność, tutaj także sytuacja wyglądała katastrofalnie. Ceny podstawowych produktów gwałtownie podniosły się, a w sklepach brakowało wielu podstawowych produktów (od mięsa do masła). Spowodowane było to centralnym planowaniem, które dodatkowo pomijało region Wielkopolski. 3 stycznia 1953 r. zniesiono bony mięsne, co okazało się wielką pomyłką. Zamiast spowodować, iż tego towaru byłoby więcej stało się zupełnie inaczej. Poznań utracił na tym aż 10% dostaw. Dodatkowo liczba środków czystości i mąki także została ograniczona.
Taka bieda stawała się jeszcze bardziej doskwierająca w kontekście odbywających się w mieście Międzynarodowych Targów Poznańskich, gdzie można było porównać poziom życia z tym istniejącym na Zachodzie. A władza zdawała się nie zważać na opinie ludzkie i dodatkowo na okres owych targów miasto było specjalnie zaopatrzone w żywność.
Po zakończeniu realizowania planu 6-letniego w tym województwie mieszkańcy żyli na wiele niższym poziomie niż inni mieszkańcy Polski. Świadczą o tym m.in. mniejsze roczne dochody (ponad 10 tys. zł, natomiast w kraju ponad 12 tys. zł) oraz średnia płaca, niższa do średniej krajowej o 8%. (8)
W takiej sytuacji można było spodziewać się reakcji robotników z Wielkopolski, którzy mieli swoje tradycje, jeśli chodzi o sprzeciw wobec niezadowalającej sytuacji życiowej. Chodzi tutaj o rok 1920 i protest robotników w Poznaniu. Jak się okazuje, sytuacja sprzed kilkudziesięciu lat była analogiczna do tej, która doprowadziła do buntu w czerwcu 1956 r. (9) A warunki robotników po II wojnie światowej były zatrważające – jak twierdzi pracownica Zakładów im. Stalina (ZISPO) Maria Kąkol, robotnicy pracując jedli suchy chleb, ponieważ zarobki pozwalały im tylko na tyle. (10) Działo się tak nawet w wizytowej fabryce Poznania – Zakładach Hipolita Cegielskiego, przemianowanych 30 grudnia 1949 r. na Zakłady im. Józefa Stalina w Poznaniu. (11)
Polityką stosowaną przez władzę w owym czasie było obniżanie zarobków przez podwyższanie norm pracy. Odbiło się to głównie na robotnikach Wydziału 3 ZISPO, zakładu, który miał tytuł najlepszego zakładu przemysłowego w kraju. (12) Takie zarządzenie uderzyło w szczególności w pracujących na akord, gdyż podczas postojów musieli zadowolić się podstawowymi płacami. Często zmuszano ich także do nadgodzin zarówno w soboty, jak i niedziele. Natomiast robotnicy dniówkowi zarabiali jeszcze mniej. Za to wypłacana była pracownikom premia progresywna, którą zniesiono w 1955 r., powodując znaczną utratę i tak niskich zarobków. W tymże roku doszło do dwugodzinnego strajku w fabryce W-3 w odpowiedzi na odebranie zarobków. (13)
Bezpieczeństwo i higiena pracy także były w opłakanym stanie. Robotnicy stracili wszystko, co wywalczyli sobie przed kilkudziesięciu laty. W 1955 r. nie mieli nawet wystarczającej liczby odzieży ochronnej – 1 para musiała starczyć na cały rok. Nie dostawali dodatków za szkodliwą dla zdrowia pracę (14), nie mówiąc już o stanie środków transportu i spowodowanych przez to wypadków.
Uderzające w robotników było także prawo karne. Za opuszczenie dnia pracy i nie usprawiedliwienie go robotnik musiał spodziewać się kary porządkowej lub sądowej. (15) Kontrowersje wzbudzał także fakt wprowadzenia w życie w 1956 r. planu 5-letniego, który przy braku oparcia o jakąkolwiek sensowną kalkulację ekonomiczną wymuszał produkcję towarową wyższą o 5,2% w stosunku do poprzedniego roku. Założenia te były nie do przyjęcia, dlatego pracownicy słusznie postanowili wziąć sprawy w swoje ręce. Przedłożyli 5 tys. propozycji mających spowodować wykonanie planu produkcji, jednak ministerstwo nie przyjęło ich, realizując wcześniejsze założenia.
Kolejne niezadowolenie wzbudzał fakt ograniczenia produkcji wojskowej w zakładzie ZISPO (luty 1956), w wyniku czego przeniesieni robotnicy do produkcji cywilnej utracili zarobki o 15%, natomiast kobiety w ogóle straciły miejsca pracy. (16) W takiej sytuacji nie dziwi fakt, iż ludziom wydawało się, że jest gorzej niż kiedykolwiek i wcale nie widać szans na poprawę. Jednak mimo wszystko robotnicy nie czuli się jeszcze pewnie by protestować przeciwko niskim wynagrodzeniom.
Już od końca 1947 r. tworzone były w miejscach pracy Referaty Ochrony (17), a podczas planu 6-letniego w Zakładzie działała specjalna placówka UB oraz Wojskowy Inspektorat Ochrony (18), co mogło uniemożliwiać jakiekolwiek formy sprzeciwu wobec socjalistycznej dyktatury. Jedyną formą buntu stały się tzw. milczące protestacje. Przebiegały one w taki sposób, iż robotnicy zebrani podczas przerwy śniadaniowej w milczeniu spożywali chleb.
Za robotnikami W-3 nie miała szans stanąć Rada Zakładowa, mająca w założeniu chronić interesy robotników. Powodem tego było obsadzanie członków ludźmi wskazanymi przez dyrekcję i partię. Podczas „odwilży” w 1955 r. Rada Zakładowa podjęła co prawda próby interwencji w sprawie złych warunków na W-3 wysyłając pismo do władz związkowych w Warszawie, jednak list pozostał bez odzewu. Następnym punktem zapalnym był zawyżony podatek od wynagrodzeń ściągany przez Zakłady. W wyniku tego robotnicy stracili znaczną część swoich zarobków. Mimo protestów jednego z robotników prokuratura nie rozwiązała sprawy. Zwrot pieniędzy z podatku stał się podstawowym żądaniem pracowników z W-3 w 1955 r.
Niepochlebne słowa pod adresem władz zaczęły być bardziej jawne po XX Zjeździe KPZR. Tutaj pojawiły się już nie tylko żądania polepszenia bytu, ale również krytyka ustroju socjalistycznego i samego Związku Radzieckiego. Na tych śmiałych słowach się nie skończyło. W marcu 1956 r. robotnicy wysłali do Warszawy delegację W-3. Żądania były ciągle takie same, jednak znów mimo obietnic nie zostały one zrealizowane. Zwiększyła się tymczasem nagonka władzy na pracowników zakładu, którzy oskarżani byli o „rozrabiactwo”. Mimo niepowodzeń robotnicy nie przestali walczyć o swoje. Wysyłano kolejne listy do ministerstwa, CRZZ i Zarządu Głównego ZZM oraz posyłano kolejną delegację Rady Zakładowej do przewodniczącego CRZZ. (19) Nie trzeba się domyślać, że to także pozostało bez odzewu.
Dlatego organizowane były masówki, na których głośno mówiono o dziwnej polityce władzy, która obiecuje, ale nie spełnia żądań. Ostra krytyka objawiła się ponownie 21 kwietnia podczas otwartego zebrania partyjnego, gdzie robotnicy wyrażali niezadowolenie z powodu ciągle niezałatwionych postulatów. Taka sytuacja niepokoiła UB, ponieważ stawała się szczególnie napięta, w momencie gdy kierownictwo partyjne nie potrafiło odpowiadać rzeczowo na zarzuty robotników. Stało się to przyczyną całkowitego braku autorytetu władzy wśród pracowników.
Wśród robotników bardzo wyraźnie zarysował się podział. Stosunek do członków kierownictwa, pochodzących z awansu społecznego, odwrócił się diametralnie. Zaczęto do nich podchodzić z niechęcią, zauważając ich braki w wykształceniu oraz dostrzegając prawdziwe przyczyny awansu. Niechęć widoczna także była w stosunku do pracowników umysłowych, których uważano za zbędnych w zakładach. Tą atmosferę podsycała dodatkowo komunistyczna propaganda, wywyższająca pracę fizyczną kosztem umysłowej. Jednak mimo tego władzy nie przeszkadzało powiększyć ponad potrzebę aparatu urzędniczego, szczególnie w okresie stalinowskim. (20)
Należy zaznaczyć, iż już od 1945 r. władza doprowadzała do awansu robotników na wysokie stanowiska, zazwyczaj kierownicze, co prowadziło do sytuacji, w której powstała duża liczba dyrektorów bez wyższego wykształcenia. (21)
Pierwsza próba wyjścia na ulicę pojawiła się w maju 1956 r. podczas zebrania załogi W-3. Sytuacja była dla władzy niebezpieczna, gdyż od XX Zjazdu KPZR powszechne żądania zaczęli popierać robotnicy partyjni. 28 maja Egzekutywa Państwowej Organizacji Partyjnej wysłała do KC PZPR, ministerstwa oraz CRZZ list, prosząc o wytłumaczenie drażniących kwestii, m.in. dotyczących zniesienia premii progresywnej. Zażądano konkretnej odpowiedzi do 8 czerwca, na co Komitet Zakładowy PZPR zareagował krytyką wobec głównych inicjatorów. Groźba strajku zmusiła PZPR do pewnych „konkretnych” kroków, które polegały na oddelegowaniu do ZISPO 3 pracowników, mających za zadanie wspomagać partię w zakładzie. Mimo kilku zebrań zorganizowanych w celu wyjaśnienia drażniących spraw, władze nie poprawiły już swojego wizerunku. Potwierdzeniem tego stały się postulaty odsunięcia partii od władzy w zakładzie i przejęcie rządów przez samych robotników. (22)
Jak się można było spodziewać, odpowiedzi z Warszawy nie dotarły do 8 czerwca, w zamian do ZISPO przyjechał dyrektor departamentu w Ministerstwie Przemysłu Maszynowego Stanisław Pietrzak. Podczas spotkania z nim po raz kolejny wysunięto swe postulaty (m.in. podatek, sprawy socjalne, zwiększenie liczby mieszkań). Dyrektor zobowiązał się odpowiedzieć w ciągu tygodnia, a wydłużony okres oczekiwania pogłębił dodatkowo napiętą atmosferę. (23) Doprowadziło to do protestu robotników, wyrażonego krótkim przerwaniem pracy 16 czerwca. (24)
Kolejne kroki podjęto 20 czerwca, wysyłając 3 robotników do Edmunda Taszera – przewodniczącego rady zakładowej PZPR. Mimo umówionej godziny robotnicy zebrali się wcześniej, żądając przybycia dyrektora Józefa Trzcionki. Przybył on dopiero o 10.00, próbując łagodzić nastroje robotników i nakłaniając do powrotu do pracy. Pracownicy nie dali się oszukać i zagrozili wyjściem na ulice jeśli szybko nie załatwi się ich postulatów. (25) Masówka ta zakończyła się wybraniem delegacji odpowiedzialnej za przedłożenie postulatów odpowiednim władzom, która podjęła decyzję o ostatecznym terminie przyjazdu delegacji ministerstwa do ZISPO na 28 czerwca. Nie spełnienie tego warunku równało się ze strajkiem. (26)
Mimo spotkania 22 czerwca pracowników W-3 z przewodniczącym CRZZ Wiktorem Kłosiewiczem konfliktu nie dało się zażegnać. (27) Komitet Zakładowy PZPR obawiając się wyjścia robotników na ulice, podczas gdy odbywały się Międzynarodowe Targi Poznańskie, postanowił zorganizować plenarne posiedzenie 23 czerwca. Podczas niego doszło do kolejnej masówki na W-3, na której żądano spełnienia wcześniejszych postulatów oraz ponownie zagrożono wyjściem na ulice.
Sytuacja była już bardzo napięta, szczególnie z powodu nawiązania kontaktów między robotnikami z W-3 a innymi przedsiębiorstwami w mieście. (28) Oprócz ZISPO bardzo groźna sytuacja miała miejsce także w Zakładach Naprawczych Taboru Kolejowego. Tam sytuacja robotników także wyglądała zatrważająco już od dłuższego czasu. Płaca nie zwiększała się, a pracownicy zarabiali bardzo mało. Warunki BHP wyglądały podobnie jak w Cegielnianym (ubrania służbowe mające wytrzymać cały rok, oprócz tego odzież ochronna przestała być prana na koszt PKP). (29) Oprócz tego 612 wniosków o przyznanie mieszkań oczekiwało realizacji. Niezadowolenie pracowników PKP wzbudzał fakt braku podwyżki płac od 1 maja 1956 r., czego spodziewano się w wyniku krążącej o tym informacji.
Nastroje znacznie pogorszyły się 25 czerwca z powodu bardzo małych zaliczek uposażeń. Robotnicy domagali się od kierownictwa wyjaśnień odnośnie zarobków, grożąc w wyniku nie spełnienia tego przerwaniem pracy. W wyniku interwencji kierownictwa początkowo nie doszło do masówki. Jednak wiadome było, iż pozostawienie tej sprawy nie rozwiąże jej.
W wyniku niezadowolenia doszło 27 czerwca do strajku. Część Oddziału VIII nie rozpoczęła pracy o 6.00. W hali Wydziału doszło do rozmów robotników z dyrektorem ZNTK i sekretarzem Komitetu Miejskiego PZPR. Pracownicy przedstawili swoje postulaty m.in. podwyżki płac, obniżenia podatków od wynagrodzeń oraz obniżenia cen żywności. (30) Tutaj próbowano rozwiązać sprawę podobnie jak w ZISPO, proponując robotnikom wybrać delegację, która miałaby reprezentować strajkujących wobec władzy. Propozycja ta nie została przyjęta. W odpowiedzi robotnicy udali się wyłączyć maszyny, by odpędzić od pracy tych, którzy nie uczestniczyli w masówce. Pracy w tym dniu nie podjęła już żadna zmiana, a do strajkujących oddelegowano UB. Kolejnego dnia następna zmiana nie podjęła pracy, zbierając się na masówce, podczas której robotnicy ZISPO przybyli wzywając do wyjścia na ulice.
Kolejny zakład, gdzie robotnicy także nie byli zadowoleni ze swojej sytuacji, to Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne. Tutaj także problem był ten sam, a mianowicie niskie zarobki oraz niewystarczające umundurowanie. (31) Dodatkowo sprawę skomplikowało wypłacenie 25 czerwca 1956 r. bardzo małej zaliczki pracownikom, co spowodowało masowe wyrażanie swego niezadowolenia. Turkot, przewodniczący rady zakładowej, nie zdołał przekonać tłumu, który jasno zaprezentował swoje żądania. Domagano się wypłaty premii za pierwszy kwartał 1956 r. oraz sprzeciwiano się podwyżce norm pracy. Frustrację budził fakt rezygnacji z wypłacania robotnikom dodatku mrozowego, który został wypłacony tramwajarzom w innych miastach. (32)
25 czerwca groźba strajku istniała także w Zakładach Przemysłu Metalurgicznego „Pomecie” i „Wiepofamie”, spowodowana niezadowalającą wielkością zaliczek. Także w Zakładach Przemysłu Gumowego „Stomil” robotnicy nie bali się okazywać swego niezadowolenia. Spowodowane było ono brakiem obiecanej premii dla wykonujących normę.
Działania robotników stały się coraz bardziej radykalne. Już nie tylko mówiono o strajkach. Zaprzestano pracy, a tych, którzy nie chcieli się dołączyć zmuszano groźbą lub siłą. Szczególnie ciekawa sytuacja miała miejsce w Bazie Sprzętu „Malta” 25 czerwca, gdzie pracownicy zaprzestali pracować, a sprzeciwiającego się takiemu stanowi rzeczy inżyniera wywieźli na taczce. (33)
Robotnicy wiedzieli, że w walce o swoje nie są osamotnieni. Pojawiły się informacje, iż w przypadku wyjścia na ulice do pracowników ZISPO dołączą tramwajarze, pracownicy Taboru Kolejowego, „Wiepofamy” i „Pometu”. Z taką siłą czuli się coraz bardziej pewni swoich racji i nie bali się protestować. (34)
W wyniku tak napiętych stosunków władza wzmogła czujność wysyłając do najbardziej aktywnych zakładów pracy pracowników UB, a policji nakazano chronić miasto i Międzynarodowe Targi Poznańskie. Jednak mimo wszystko władza nadal nie liczyła się z nastrojami poznańskich robotników, spodziewając się protestów raczej w Łodzi lub w Krakowie. (35)
Znane są fakty donoszące o przygotowaniu w ZISPO transparentów, które miałyby być wykorzystane podczas manifestacji. Idąc jednak za przytoczonymi faktami przez E. Makowskiego, nie można stwierdzić, że jakiś komitet kierował demonstracją 28 czerwca. (36)
25 czerwca udała się do Warszawy delegacja załogi ZISPO. Na przedstawicieli wybrano bezpartyjnych, gdyż darzono ich większym zaufaniem. Wydawało się, iż wyjazd spełnił swe cele, gdyż minister Roman Fidelski obiecał od 1 lipca wypłacić robotnikom wszystkie zaległe sumy potrąconego podatku oraz zgodził się na podwyżkę płac dniówkowym pracownikom. Wyraził zgodę na szereg innych postulatów, co spowodowało sceptyczne nastawienie delegatów widzących w tym ułudę. Pojawiły się nawet opinie, cytując za E. Makowskim, który przytacza słowa jednego z delegatów: „to wszystko zbyt łatwo nam poszło”. (37)
Robotnikom obiecano przyjazd do Poznania następnego dnia władz centralnych, uczestniczących w rozmowach. Cieszono się, że wreszcie sprawa ruszyła do przodu. 27 czerwca przedstawiciele KC PZPR, CRZZ i ZZM przedstawili robotnikom swe decyzje. Mówiły one, iż sumy potrąconego podatku będą zwrócone do IX 1956 r., ponadto od początku sierpnia planowano wprowadzić 30-40% podwyżki godzinowe dla pracujących na akord. W stosunku do nich miało zostać wprowadzone nowe przeliczanie norm pracy, a płace miały wzrosnąć o 17%. W zamiarze było także podwyższenie płac robotnikom dniówkowym średnio do 20% od czerwca. Jeśli chodzi o pracowników umysłowych to ich płace miały być uregulowane w późniejszym terminie. (38)
Przedstawione plany wzbudziły niezadowolenie w szczególności pracowników akordowych, gdyż w stosunku do nich nastąpiła zmiana systemu wynagrodzeń. Założenia zostały przedstawione pracownikom w taki sposób, że nie zrozumieli oni wielu kwestii, co wzbudziło poruszenie i niezadowolenie. Odnieśli oni wrażenie, iż minister wykręca się od zobowiązań obiecanych w Warszawie, a poza tym z jego wypowiedzi wynikało, że żadnych podwyżek nie będzie. Znów pojawiły się opinie o konieczności strajku, jednak póki co robotnicy rozeszli się do zajęć, a strajk podjął tylko W-8.
Tego dnia pojawiły się jeszcze niepokojące symptomy o planach robotników na nadchodzący dzień. Otóż Wojewódzki Urząd do spraw Bezpieczeństwa Publicznego i Wojewódzka Komenda MO dostawali informacje o zbliżającym się wyjściu robotników na ulice.
Tymczasem prowadzono dalsze rozmowy między delegacją robotników a władzami, które zakończyły się wyproszeniem z obrad pracowników. Dalsze rozmowy miały odbyć się bez ich udziału, a o wynikach miano powiadomić 29 czerwca. (39) Taki bieg sprawy tylko pogorszył sytuację. Początkowa radość robotników przerodziła się w jeszcze większą frustrację niż przed rozmowami. Teraz wiedzieli już, że władzom nie zależy na polepszeniu ich bytu.
Wszystkie przytoczone powyżej czynniki, budzące niezadowolenie robotników Poznania, wpłynęły na ostateczną decyzję o strajku, który wybuchł rano 28 czerwca. Bunt ten mógł być także przyspieszony z powodu Międzynarodowych Targów Poznańskich, które trwały jeszcze jedynie przez 3 dni, a wyjście podczas ich trwania na ulice gwarantowało zainteresowanie sprawą zagranicznych gości.
Działalność komunistycznych władz i nie podjęcie właściwie żadnych kroków spowodowało bunt, który okazał się w konsekwencji tragiczny z powodu wielu zabitych i rannych.
(1) A. Dudek, T. Marszałkowski, Walki uliczne w PRL 1956-1989, s. 15.
(2) Tamże.
(3) E. Makowski, Poznański Czerwiec 1956. Pierwszy bunt społeczeństwa PRL, s. 16.
(4) Tamże.
(5) Tamże.
(6) S. Jankowiak, Sytuacja społeczno-polityczna w Wielkopolsce w pierwszej połowie lat pięćdziesiątych na tle sytuacji w kraju [w:] Poznański Czerwiec 1956. Uwarunkowania, przebieg, konsekwencje. Materiały z międzynarodowej konferencji naukowej Poznań 22-23 czerwca 2006, s.16.
(7) Tamże.
(8) E. Makowski, Poznański Czerwiec 1956…, s. 24.
(9) J. Płóciennik-Turski, Protest robotniczy w Poznaniu 1920 roku [w:] Poznański czerwiec w świadomości i historii, praca zbiorowa: J. Eisler, A. Górny, P. Machcewicz, s. 95
(10) T. Rochatka, Nastroje w poznańskich zakładach pracy w czerwcu 1956 roku [w:] Poznański czerwiec 1956, s. 23.
(11) E. Makowski, Poznański Czerwiec 1956…,s. 26.
(12) Tamże, s. 28.
(13) T. Rochatka, dz. cyt., s. 24.
(14) E. Makowski, Poznański Czerwiec 1956…, s. 30.
(15) D. Jarosz, Polacy a stalinizm1948-1956, s. 68.
(16) E. Makowski, Poznański Czerwiec 1956…, s. 30.
(17) D. Jarosz, dz. cyt., s. 66.
(18) E. Makowski, Poznański czerwiec 1956…, s. 33.
(19) Tamże, s. 35.
(20) Tamże, s. 36.
(21) D. Jarosz, dz. cyt., s. 66.
(22) E. Makowski, Poznański Czerwiec 1956…, s. 37.
(23) A. Dudek, T. Marszałkowski, dz. cyt., s. 18.
(24) E. Makowski, Poznański Czerwiec 1956…, 38.
(25) Tamże.
(26) Tamże, s. 39.
(27) A. Dudek, T. Marszałkowski, dz. cyt., s. 19.
(28) Tamże.
(29) E. Makowski, Poznański Czerwiec 1956…, s. 41.
(30) Tamże, s. 42.
(31) Tamże, s. 43.
(32) Tamże, s. 44.
(33) T. Rochatka, dz. cyt., s. 31.
(34) Tamże, s. 30.
(35) Tamże, s. 33.
(36) E. Makowski, Poznański Czerwiec – stan badań, pytania, wątpliwości [w:] Poznański Czerwiec w świadomości i historii, s. 109.
(37) E. Makowski, Poznański Czerwiec 1956…, s. 45.
(38) Tamże, s. 48.
(39) Tamże, s. 50.
BIBLIOGRAFIA
1. Edmund Makowski, Poznański Czerwiec 1956. Pierwszy bunt społeczeństwa w PRL, Poznań 2006.
2. Stanisław Jankowiak, Sytuacja społeczno-gospodarcza w Wielkopolsce w pierwszej połowie lat pięćdziesiątych na tle sytuacji w kraju, [w:] Poznański Czerwiec 1956. Uwarunkowania – przebieg – konsekwencje, pod red. Konrada Białeckiego, Stanisława Jankowiaka, Poznań 2007.
3. Tomasz Rochatka, Nastroje w poznańskich zakładach pracy w czerwcu 1956 roku, [w:] Poznański Czerwiec 1956. Uwarunkowania – przebieg – konsekwencje, pod red. Konrada Białeckiego, Stanisława Jankowiaka, Poznań 2007.
4. Antoni Dudek, Tomasz Marszałkowski, Walki uliczne w PRL 1956-1989, 1999.
5. Edmund Makowski, Poznański Czerwiec – stan badań, pytania i wątpliwości, [w:] Poznański Czerwiec w świadomości i historii, red. Jerzy Eisler, Andrzej Górny, Paweł Machcewicz, Poznań 1996.
6. Dariusz Jarosz, Polacy a stalinizm 1948-1956, 2000.
Możliwość komentowania jest wyłączona.